Kama Sokolnicka przeciwko intensywności świata

Magdalena Zięba
Arteon nr 2/2010


W listopadzie 2009 roku Kama Sokolnicka zagościła we wrocławskim Studiu BWA, którego przestrzeń posłużyła jej za podstawę działania na pograniczu architektury, malarstwa i wideo-artu. Artystka dokonała zmiany akcentów wnętrza galerii i, zagarniając każdy jej fragment, stworzyła w niej swój własny świat, do którego dała nam wolny, chociaż ograniczony, wstęp. Zastawiła też pułapki tak, aby przypadkiem nie zapomnieć o uważnym patrzeniu i widzeniu.

Kontakt z twórczością Kamy Sokolnickiej jest niezwykłym przeżyciem, gdyż jako jedna z nielicznych artystek, dzięki indywidualnym, w pełni autonomicznym poszukiwaniom filozoficzno-artystycznym, dosięga zagadnień niejasno zarysowujących się dopiero w zbiorowej wyobraźni. Obrazy artystki, instalacje przestrzenne oraz eksperymenty z percepcją zazwyczaj szarego, nieco zdegradowanego fragmentu rzeczywistości pozwalają na wytchnienie. Jej twórczość stanowi kontrapunkt dla kolorowej, nagłośnionej i neonowo rażącej fikcji mediów. Cechuje ją przy tym konsekwentne stosowanie zasady paradoksu, bo minimalistyczna forma pozostaje połączona z wyraźnym efektem zaskoczenia. Jak dziecko eksplorujące coraz to dalej położone od domu zakątki, artystka zauważa miejsca, do których nigdy nawet byśmy nie zajrzeli. Są to miejsca w dosłownym, a zarazem metaforycznym sensie. Istniejące same dla siebie, w oderwaniu od ludzkiej obecności, stwarzaja przestrzeń, w której trzeba się zatrzymać, aby przez chwile pomyśleć albo przestać myśleć zupełnie. Twórczość Sokolnickiej nie jest bowiem uzupełnieniem braku, jej prace nie zapełniają pustki, ale wręcz podkreślają jakąś tajemniczą nieobecność. Artystka, eksperymentując z przestrzenią, zarówno w formie przekazu malarskiego, jak i sposobie jej aranżacji, stara się uchwycić coś, co mogłoby zostać pominięte w wypadku nadmiaru formy. Czym jest to coś? Chyba chodzi o to, alby było nieokreślone, jako otwarta forma, pozostawiająca miejsce na niedopowiedzenie i wielość interpretacji. Nie bez powodu więc w swojej najnowszej realizacji Kama Sokolnicka cytuje "Spisek sztuki" Jeana Baudrillarda, zapożyczając od niego również tytuł wystawy: "O bieli, elipsie i nudzie".

Biel, elipsa i nuda - trzy rzeczowniki, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak stanowią syntezę baudrillardowskiej krytyki hiperrealnej rzeczywistości, jako alegorie zjawisk niedopuszczalnych do głosu w procesie estetycznego doświadczania współczesności. Chodzi mianowicie o wyciszenie doprowadzone do absolutnego milczenia, minimalizm ekstremalnie zamykający się w pustce, brak (greckie elleipsis) będący jednocześnie lekarstwem na nudę wynikającą z przesytu, jak i stanowiący jej kwintesencję. Nuda w ujęciu Sokolnickiej to właściwość specyficzna myśleniu, filozofowaniu - wyzuty z nadmiaru bodźców ludzki umysł właśnie dzięki nudzie zaczyna produkować własne reprezentacje rzeczywistości, uruchamia kreatywność.

W labiryntowej instalacji, która zmieniła strukturę przestrzenną i sposób wizualnego i mentalnego odbioru wnętrza galerii, artystka umieściła, oprócz obrazów, zapętlone ujęcie kołyszącej się na falach łodzi, a także zdjęcie księżyca wyjęte wprost z Wikipedii. Praca Sokolnickiej o charakterze site specific stanowi pierwszą tak znaczną ingerencję w strukturę galerii od czasu instalacji Piotra Skiby "White Modernism". Przestrzeń Studia BWA w całości została zaanektowana przez artystkę w taki sposób, aby żaden, najmniejszy nawet element nie pozostał bez wpływu jej działania. Artystycznemu wpływowi uległy zatem ściany, podłogi i sufity, przestrzeń została pokawałkowana i pocięta na różne sposoby geometrycznymi ściankami i ledwie zauważalnym szkłem. Każdy, wcześniej uważany być może za zbędny, przedmiot chowający się gdzieś w kącie został przywrócony rzeczywistości i włączony do instalacji. I tak wielkie lustro w białej ramie oparte o ścianę można by uznać za bramę do równoległego świata po jego drugiej stronie, podobnie jak wybudowana na środku studnię z drabiną, prowadzącą wprost do smolistej mazi.  Łóżka odgrywające rolę (nie)funkcjonalnych posłań, obleczone w białe prześcieradła, stanowią dopełnienie minimalistycznie urządzonego pokoju, miejsca ekspozycji obrazów, a zarazem są kolejnym elementem akcentującym nieobecność.

Płótna Kamy Sokolnickiej pokazane w Studiu BWA, oprócz specyficznego monochromatyzmu i charakterystycznego sposobu ukazywania architektury i krajobrazu, zawierają również ów element pustki i nieokreśloności. Są przedstawieniami nacechowanymi melancholią, która skojarzyć można chociażby z nastrojem kompozycji malarskich Edwarda Hoppera. W odróżnieniu od sławnego Amerykanina, artystka pozbawia jednak swoje przedstawienia obecności człowieka. Architektura będąca przewodnim tematem jej obrazów jawi sie jako zespół geometrycznych, płaskich figur, wyizolowanych ze świata, pochłonietych przez szarość. Zdaje się, że ta nieobecność stworzona jest przez artystkę po to, aby zarówno ukazać architekturę jako taką, bez narosłej wokół niej atmosfery, nadającej jej "jakąś" specyfikę, jak i podkreślić jej samoistność. Peter Doig stworzył w latach 90. XX wieku serię obrazów ukazujących architekturę modernistyczną (Unité d'Habitation Le Corbusiera), widzianą z dziwacznej, niespotykanej perspektywy, zza krzaków, gałęzi drzew, w otoczeniu dzikim i nieznajomym; Kama Sokolnicka robi coś zupełnie przeciwnego - doprowadzając do oczyszczenia architektury z jej otoczenia, ukazuje emanujący z niej smutek, martwotę, swoisty, może trochę groźny, spokój, który jest także motywem przewodnim filmu wideo z poruszającą się miarowo na morzu łodzią oraz fotografii przedstawiającej zaćmienie Księżyca w 2001 r.

Świat zbudowany przez Sokolnicką jest interesujący, bo dominująca w nim nuda zmusza do podjęcia wysiłku zakwestionowania i przewartościowania nawyków percepcyjnych. Artystka w swoich wysiłkach ku zaprzeczeniu logice i racjonalności przypomina Lewisa Carrolla. Alicją jesteśmy my, którzy z niedowierzaniem spoglądamy na dziurę w podłodze, niosąca konotacje z niczym więcej, jak tylko ziejącą pustką dziurą. Dzięki instalacji Sokolnickiej okazuje się, że nic można zobaczyć, a rzeczy niemające nazw mogą istnieć bez przeszkód. Na przekór złudzeniom estetycznym i znudzeniu obrazami atakującymi nas z każdej strony (nie wiadomo właściwie, czy ów atak przebiega nieustannie, czy jest tylko przetrawionym przez popkulturę, dobrze wypromowanym konceptem Baudrillarda...), Kama Sokolnicka pokazuje możliwość ucieczki od natrętnej wizualności. Drogą prowadzącą ku wyjściu jest zaś rzeczona elipsa, której idea przewodzi całej realizacji, stanowiącej zaprzeczenie - zaprzeczenie również obecności samej przestrzeni, której (nie)istnienie ma być przyczynkiem do dyskusji nad jej statusem i właściwościami.

Magdalena Zięba