„O bieli, elipsie i nudzie”
Tomasz Zalejski-Smoleń
tekst towarzyszący wystawie
Mówienie o bieli nastręcza sporo trudności. Czy w ogóle biel jest kolorem? Nawet w tak podstawowej kwestii opinie teoretyków są podzielone. Autorzy leksykonów i słowników symboli z duża pieczołowitością sporządzają swoje inwentarze, dla hasła biały, względnie białość, biel, barwa biała opracowują długą listę znaczeń udowadniając tym samym, że biel jest symbolem pojemnym i w zależności od kultury różnie interpretowanym. Wertując leksykony dowiadujemy się, że biel może być równie dobrze znakiem początku i końca, narodzin i śmierci, świata widzialnego i duchowego, wiedzy i niewiedzy, świadomości i nieświadomości, nadziei i melancholii, ekstazy i nudy (inne bardziej oczywiste konotacje pomijam). Czasem traktuje się biel jako znak nieobecności barw, kiedy indziej jako ich sumę; czyli, że jest jednocześnie symbolem pełni i pustki. Biel symbolizuje potencjalność, to moment oczekiwania na coś, nasłuchiwania, wyglądania czegoś i może właśnie dlatego o barwie tej mówi się, że jest znakiem wszystkiego i niczego. W twórczości Kamy Sokolnickiej egzystencjalny kontekst bieli jest bardzo ważny; przypuszczalnie z niej bierze się melancholia, która przez szarość zmierza ku czerni. Gdy oswoimy się z myślą, że biel wywodzi się z szarości, jest najjaśniejszą jej odmianą, łatwiej będzie też zrozumieć istotę cyrkulacji znaczeń.
Biel kojarzona jest z tym co oczywiste, wyraźne i widoczne (łac. evidens). To samo powiedzieć można o ciszy. Chociaż oba te fenomeny, znaczą przestrzeń tego, co nieobecne, biel dla oka, a cisza dla ucha, to możliwe jest ich zmysłowe poznanie. Mówiąc skrótowo, biel widać, a ciszę słychać. Kama w swych pracach igra z tą oczywistością. Autorka wykorzystuje strategię oporu (utrudnia widzenie, zakrywa, zamalowuje) wychodząc z założenia, że poznanie zmysłowe i poznanie intelektualne musi pozostawać w ciągłym napięciu. Sięga po elipsę, figurę retoryczną, która charakteryzuje się celowym pominięciem oczywistości. Dla niej biel, podobnie zresztą jak cisza, jest gęsta, duszna, nieprzebyta i jeśli jest widoczna, to dlatego, że ma charakter kryjący.
Oglądając prace (nie tylko malarskie) Kamy Sokolnickiej, nie sposób nie zauważyć, jak kolosalne znaczenie w procesie ich powstawiania miało wpatrywanie się w biel. Według Paula Celana „poeta potrzebuje kilku wdechów ciszy, ponieważ potrzebuje słów z niej zrodzonych”*. Może na tej samej zasadzie malarz potrzebuje godzinami spoglądać na biel świeżo zagruntowanego płótna? A potem pierwszy gest daje zarys przestrzeni; ustanawia punkt lub linię horyzontu, przez które świat wydobywa się na wierzch.
Josif Brodski w Pochwale nudy, tekście należącym bezsprzecznie do klasyki tematu, zauważa: „nuda, znana pod różnymi pseudonimami – uprzykrzenie, zniechęcenie, znużenie, chandra, melancholia, marazm, apatia, obojętność, otępienie, letarg, ospałość, stupor itd. – to zjawisko złożone, będące nade wszystko wynikiem powtórzenia”**. W projektach Kamy Sokolnickiej nuda manifestuje się poprzez dryfowanie, zapatrzenie w nieruchomy horyzont, powracający puls światła latarni morskiej. Nuda to także widzenie dalekosiężne, monochrom ścian, wędrówki wzdłuż rys, pęknięć i szczelin, gubienie szczegółu, krążenia wokół, zapętlenie, unieważnianie, zmiana perspektywy, zakrywanie, mozolne i wytrwałe podążanie za znakiem-wzorem, skrót, nobilitacja niezauważanego zazwyczaj fragmentu, cytowanie, symulacja, fingowanie przestrzeni i obiektów, tworzenie replik, makiet, widm i fantomów. Na takich marginaliach, rzeczach i zdarzeniach z pozoru błahych i banalnych artystka skupia całą swą uwagę. Dopiski te zamienione na obraz budują melancholijny sztafaż, w którym dramaturgia trzech kolejnych figur bieli, elipsy i nudy zostaje niekiedy skutecznie rozładowana jakimś ironicznym akcentem.
* W. Mühs, Mowa ciszy. 365 myśli, przeł. J. Chapska, Kraków 2001, s. 70.
** J. Brodski, Pochwała nudy, przeł. A. Kołyszko, M. Kłobukowski, Kraków 1996, s. 86.