Anka Mituś
curator of
Kama Sokolnicka exhibition On whiteness, the ellipse and boredom |
kuratorka wystawy Kamy Sokolnickiej O bieli, elipsie i nudzie


tekst polski niżej


In her new exhibition, devoted to whiteness, the ellipse and boredom, Kama Sokolnicka quotes – in a very contrary and vague way – the words by Jean Baudrillard. Those words come from “The Conspiracy of Art”, an essay with which the French philosopher and sociologist challenged his followers by claiming that art has reached its final extent. It was in 1997 when many new things were happening in the world of art and a dynamically developing art market gradually was established. (The polish edition of the book was published in 2006 after the French publisher had gathered one volume of the following essays: “Aesthetic Illusion and Disillusion” and “The Conspiracy of Art”. The reaction to these works is presented
in the form of an interview held with the philosopher.)
    
The title of the exhibition comes from an essay about the end of aesthetic illusion that appeared in western (capitalistic) cultures. It occupied Baudrillard’s interest in the last years of his life. The white color and the ellipse (as synonyms for silence and emptiness) are not literal enough to be called perfect in the times of hyper-precise reproduction. They are, according to the philosopher, the phenomena excluded from our aesthetic experience which in our (post)modern world is treated with ironic reserve. According to other philosophers and writers, boredom is the consequence of our loneliness in the world of symbols; the symptom of the loss of important relations between form and meaning. At the same time, one should appreciate cultural ambivalence of boredom. Not only because it opposes against the ecstasy of hyper-reality but also for its contemplative values in which Martin Heidegger or Emil Cioran found the beginning of philosophy. Cioran was a gloomy existentialist, so one does not wonder that the source of his deliberations came from emptiness, the core of the darkness of our decadent civilization. Kama Sokolnicka is not a gloomy nihilist. However, her interest in boredom brings similar, philosophical effects.

Two elements became the starting point for the exhibition: the architectural space of the gallery and the status of a picture as a specific construction which is located between a viewer and something which is popularly called “reality”. There are four installations – even five if we take into account paintings – which alter accessible spaces into spatial allegories of a look, dialectics of inaccessibility and exhibition, projection and presence. The ellipse is a central point of the exhibition. According to the definition of that rhetorical operation, it is an omission or even a deprivation of something which is so obvious – exhibit (...)

There are numerous mistakes in the quotations used in the titles of the works. The mistakes modify the content, emphasizing their own place – imperfect and unfinished, a special kind of resistance against an outsider-like matter. The boredom of sea voyage, province, uninhabited architecture - abandoned by its users and designers, loneliness. All types of boredom are sublimely banal/ordinary and they draw our attention to ourselves as the ones who are in power of seeing.

Anka Mituś

/

W swojej nowej wystawie, poświęconej tym razem bieli, elipsie i nudzie, Kama Sokolnicka cytuje - przekornie i pokrętnie - słowa Jeana Baudrillarda. Pochodzą one ze „Spisku sztuki”, tekstu-wyzwania, które francuski filozof i socjolog rzucił niegdyś swoim wyznawcom stwierdzając po prostu, że sztuka się skończyła. Było to w 1997 roku, kiedy wiele nowych rzeczy działo się w obiegu „art worldu” a dynamicznie rozwijający się rynek sztuki sam stopniowo stawał się jego przedmiotem. (Polskie wydanie książki ukazało się – szanując prawa wszelkich proporcji i oddalenia – w 2006 roku, po tym jak paryski wydawca zebrał w jednym tomie eseje „Złudzenie estetyczne i jego kres”, „Spisek sztuki” i reakcje na nie, przetrawione w formie wywiadów z  filozofem.)

Tytuł wystawy zaczerpnięty został właśnie z tekstu o następującym w zachodnich (kapitalistycznych) kulturach kresie estetycznego złudzenia, który zaprzątał Baudrillarda w ostatnich latach przed śmiercią. Biel i elipsa (synonimy milczenia i pustki) - za mało dosłowne by być w czasach hiperdokładnej reprodukcji uznane za doskonałe – to, zdaniem filozofa, zjawiska wykluczone dziś z naszego estetycznego doświadczenia, trzymanego w (po)nowoczesnym świecie na śmiertelnie ironiczny dystans. Pasująca do tego zestawu nuda jest zaś, zdaniem innych filozofów i literatów, konsekwencją naszej samotności w świecie znaków, symptomem zaniku istotniejszych związków pomiędzy formą i znaczeniem. Jednocześnie wypada docenić kulturową ambiwalencję nudy, nie tylko dlatego, że przeciwstawia się ekstazie hiperrzeczywistości, ale dla kontemplacyjnej wartości, w której Martin Heidegger, czy Emil Cioran upatrywali „początku filozofowania”. Cioran był ponurym egzystencjalistą, nie dziwi więc, że źródła swojego namysłu upatrywał w pustce, l’ennui, jądrze ciemności naszej dekadenckiej cywilizacji. Kama Sokolnicka nie jest mroczną nihilistką, jej zainteresowanie nudą ma jednak podobnie filozoficzne skutki.  

Punktem wyjścia do pracy nad wystawą były dwa początkowe elementy: architektoniczna przestrzeń galerii i status obrazu, jako specyficznej konstrukcji usytuowanej pomiędzy widzem i tym co określane bywa jako rzeczywistość. Powstały cztery instalacje – a uwzględniwszy malarstwo, pięć – przekształcające dostępne widzowi pomieszczenia w przestrzenną alegorię spojrzenia, dialektyki niedostępności i ekspozycji, projekcji i obecności. Centralną część ekspozycji stanowi oczywiście elipsa, czyli (zgodnie ze słownikową definicją tego retorycznego zabiegu) pominięcie a może odebranie nam tego, co oczywiste – przestrzeni wystawy.  

Kama Sokolnicka już wcześniej zajmowała się w swoich pracach obrazem jako funkcją pamięci, emocji, percepcji i potrzeby orientacji w otaczającym nas świecie, a może tylko tymczasowym miejscu zamieszkania. Idealnym modelem tych zależności były architektoniczne fantomy i widma. Fantomy przypominają o – nawiązującej do idei symulakrów – „amputowanej rzeczywistości” obrazów. Nie będąc lojalną ilustracją kategorii i pojęć spod znaku analizy kulturowej Jeana Baudrillarda, uparcie próbują pokazywać porzucony i wyparty, jednak realnie istniejący - przedmiot: fabryki, obiekty, modernistyczne budynki mieszkalne. Również widma, czy to Marxa czy to Stirnera (Widma Maxa, Survival 2009), są dowcipną adaptacją koncepcji świata zasysającego, niczym demoniczny człowiek bez cienia (Chamisso), swoją realność, opowiadając historię „przyszłości, która nigdy się nie wydarzyła”. Jedne i drugie odgrywają tu (w sztuce) pozytywną rolę, nie pokrywają się z utartym znaczeniem słów, nie próbują też z nimi polemizować. Są jakie są, czasem przez przypadek. Do cytatów w tytułach prac pokazywanych w Studio zakradają się błędy, modyfikując ich treść, zaznaczając własną przestrzeń lektury, niedoskonałej i niedokończonej, swoisty opór autsajderskiej materii. Nuda podróży morskiej, prowincji, niezamieszkanej, porzuconej przez użytkowników i projektantów architektury, osamotnienie, wszystkie rodzaje nudy, są wzniośle banalne/zwyczajne, ale przez to, zwracają naszą uwagę na nas samych jako tych, którzy mają moc patrzenia.

Anka Mituś